Poznasz głupiego po czynach jego. Śmieszni. 5 lata temu. zgłoś do moderacji. 0. 1. Odpowiedz. Pasują do siebie. On Piotruś Pan a ona infantylna że aż zęby bolą. gość 196K views, 5.1K likes, 1.4K loves, 179 comments, 5.2K shares, Facebook Watch Videos from Normalne Chłopaczki: Poznasz człowieka po czynach Nie słowie!! poznasz głupiego po śmiechu jego.;) Video marketing. Power your marketing strategy with perfectly branded videos to drive better ROI. “@Adam__Dlugosz @GrzegorzBraun_ @MON_GOV_PL @WojskoPolskie Doskonale wiem, ale ja po czynach i słowach oceniam, np. Brauna. A czyny jego i kolesi z nacjo - przeczą temu, co oficjalnie w mediach wrzucacie. :)” Witam. Na samym poczatku zaznacze ze jestem laik w windsurfingu i do tej pory plywalem naprawde REKREACYJNIE na dosc starym sprzecie. Jednakze jak to wszystko co ciekawe nie chce jush rekreacyjnie a czegos Zlituj się Bracie. Jeśli nie było by to widoczne to oznaczało by ze proces farbowania się nie powiódł. Farbuje się włosy żeby wyglądać zajebiście a komicznie wyglądają zaniedbani menele. Jak mówił Forrest Gump "Poznasz głupiego po czynach jego". Poznasz głupiego po czynach jego. Najpierw wspierają agresję na granicy pol-biał a teraz robią cyrk z jakąś piosenką. Adam_z_Lublina / 26 marca 2022 r. o 16:15 KOD Lubelskie nie tylko "Poznasz głupiego po czynach jego" › Pokaż wiadomość z nagłówkami. Do góry. Zobacz także. 2. Data: 2002-08-29 13:53:54. Temat: Re: jak ciąć choinki? Proponuje zrobic Quiz filmowy- polegac on bedzie na tym samym co Quiz obrazkowy na temat gier z PS2, jednak tym razem wklejamy kadry z filmu. Zasady odpowiadania i zadawania chyba kazdy zna. Poznasz głupiego po czynach jego. Mam pomyls na nowa zabawe (po rebusie) zwiazana z grami na wszystkie konsole (przenosne oraz stacjonarne- stare i nowe). Zasady 994mUo. Ostatnia minuta ważnego meczu. Wynik jest na styku, a ty podchodzisz do rzutu wolnego, do bramki nie więcej niż 20 metrów. Głęboki wdech i walisz po samych widłach, po czym toniesz w objęciach kolegów i jesteś bohaterem. Kto jako kajtek nie wyobrażał sobie takiego scenariusza, prawdopodobnie ma śmietnik zamiast serca. Dlaczego relację z meczu Arki z Lechem zaczynamy w ten sposób? Ano dlatego, że dziś przed tą swoją wymarzoną okazją stanął 20-letni Kamil Antonik, ale zaprezentował tylko, jak nie należy się w niej zachowywać. Mówiąc wprost – mamy nadzieję, że nam wybaczycie – obsrał się po same pachy. Co prawda nie mówimy dokładnie o rzucie wolnym, bo gdyby Arka taki miała, to nikt Antonika nie dopuściłby do piłki, ale sytuacja była nawet lepsza. W czwartej minucie doliczonego czasu gry, przy stanie 0-0, fatalnie pomylił się Kostewycz, który jako ostatni obrońca chciał zagrać piłkę do swojego bramkarza, a niefortunnie wyłożył ją Arki miał mnóstwo miejsca i mnóstwo czasu. Mógł zrobić wszystko. Wybrał minięcie van der Harta, co do pewnego momentu nawet nieźle wyglądało, ale sęk w tym, że później… przewrócił się o własne nogi. Czasami piłkarze w takich sytuacjach po prostu głupieją, ale Antonik odstawił taką manianę, że postacie grane przez Jeffa Danielsa i Jima Carrey’a w słynnej komedii to przy nim wybitni intelektualiści. Nawet nie za bardzo mamy pomysł, co chłopak chciał osiągnąć. Wymusić karnego? Paweł Raczkowski musiałby być najbardziej naiwną osobą na Wybrzeżu, by uznać, że wracający Crnomarković maczał palce w jego pomysłów raczej nie mamy, więc pozostaje Antonikowi tylko współczuć. Zresztą tak brzydki bąk dość mocno pasuje do jego dotychczasowej przygody z Ekstraklasą, której pewnie w ogóle by nie było, gdyby nie przepis o młodzieżowcu. O ile w debiucie z Jagą wyglądał jeszcze przyzwoicie, o ile w Szczecinie szwankowała u niego głównie skuteczność, o tyle w ostatnich dwóch kolejkach słabszego młodzieżowca w całej lidze nie widzieliśmy. Oo tym, co dziś odwalił po wejściu z ławki, w zasadzie już możemy napisać, że ustrzelił tu tyle o tym szczawiku, bo przecież za nami nie najgorszy mecz i niespodzianka. Lech był zdecydowanym faworytem, ostatnio pisaliśmy nawet, że każda strata punktów z taką Arką to będzie wstyd, ale trzeba oddać drużynie Jacka Zielińskiego, że dziś już trochę przypominała ekstraklasowy zespół. Może to kwestia tego, że na ławce wylądowali mający słaby początek sezonu Marciniak i Zbozień oraz pozorant Busuladzić, może to piłkarze uznali, że najwyższa pora trochę pozapierdalać – nie wiemy, ale momenty dobrej gry zmienia to jednak faktu, że gdyby nie dobre interwencje Pavelsa Steinborsa, to do Poznania wracałby wesoły autobus. Znów z przyjemnością patrzyło się na grę Pedro Tiby i Darko Jevticia, ale szkoda, że do ich poziomu nie dostosowała się reszta ofensywy gości. Jasne, wspomniana dwójka też miała swoje okazje (kończyło się na interwencjach Steinborsa, słupkach, pudłach), ale stawiamy dolary przeciwko orzechom na to, że gdyby choć trochę podobną formę zaprezentowali Jóźwiak, Makuszewski i Gytkjaer, nawet łotewski superman byłby bezradny. Tymczasem Makuszewski koncertowo spartolił szansę w pierwszym składzie, Jóźwiak miał kłopoty zarówno defensywie, jak i w ofensywie, a Gytkjaer założył nie Antonik, najgorszego gracza meczu wybieralibyśmy chyba właśnie z tego grona, a tak trochę im się upiekło. Lech jakoś ten podział punktów pewnie przeżyje, bo gra nie wyglądała najgorzej, Arka też, bo dla niej każdy punkt jest na wagę złota, ale trochę jak w tym dowcipie – niesmak pozostanie. Fot. Najnowsze WeszłoOjrzyński: W drugiej połowie cierpieliśmy Korona Kielce pokonała Śląsk Wrocław 3:1 i tym samym odniosła pierwsze zwycięstwo po powrocie do Ekstraklasy. – Było gorąco, ale zrobiliśmy robotę – cieszył się trener złocisto-krwistych Leszek Ojrzyński. – Pierwsza połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu. Szczególnie pierwsze 10 minut, kiedy to byliśmy praktycznie cały czas w okolicach pola karnego Śląska, który nie oddał żadnego celnego strzału do przerwy. Niestety, popełnialiśmy błędy przy […] opanował przestrzeń powietrzną nad Kielcami Gdyby piłkarze Śląska Wrocław mieli jakieś problemy z prawem, raczej nie mogliby posłużyć się poniedziałkowym wieczorem jako alibi. Choć ich „poczynania” obserwowało ponad dziesięć tysięcy kieleckich widzów, to ciężko było zauważyć, że ekipa z Dolnego Śląska dojechała na ten mecz. Korona zagrała swoje, trochę porąbała, trochę podostrzyła, ale i trochę postrzelała, wygrywając tym samym swój pierwszy mecz po powrocie do Ekstraklasy. Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie zdobycze […] z nowym trenerem. Przed nim wielkie wyzwanie Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle oficjalnie przedstawiła dziś nowego trenera. Został nim Tuomas Sammelvuo, 46-letni Fin, który ma za sobą pracę z reprezentacjami swojego kraju i Rosji oraz w klubach z tego państwa. Jako siatkarz występował z kolei przez rok w kędzierzyńskim zespole. Teraz czeka go trudne zadanie – po świetnych sezonach Nikoli Grbicia i Gheorghe Cretu będzie starał się utrzymać mistrza Polski na szczycie nie tylko krajowych, ale i europejskich rozgrywek. I to bez Kamila Semeniuka. Gheorghe […] Polonii. Tłumy odbijały się od bramek i nie weszły na stadion Polonia Warszawa zalicza „wspaniały” powrót na szczebel centralny. W poprzedniej kolejce skompromitowali się kibice, którzy przerwali mecz z Pogonią w Siedlcach, a dzisiaj ich śladami poszli działacze. Otóż władze Czarnych Koszul spotkanie ze Stomilem Olsztyn przy Konwiktorskiej zgłosiły jako imprezę na 2500 osób, a że chętnych było więcej, tłumy zatrzymywały się na bramkach. Cóż, widzieliśmy lepsze działania marketingowe, szczególnie klubu, który od dawna musi egzystować w cieniu drugiego, znacznie […] Makuszewski wrócił do Polski, zagra w Odrze Opole Maciej Makuszewski po półroczu spędzonym w lidze islandzkiej wrócił do Polski. Skrzydłowy podpisał dwuletnią umowę z opcją przedłużenia o 12 miesięcy z I-ligową Odrą Opole. Makuszewski to pięciokrotny reprezentant Polski, w ojczyźnie w przeszłości występował w Jagiellonii Białystok, Lechii Gdańsk oraz Lechu Poznań (235 meczów w Ekstraklasie, 28 goli), natomiast za granicą grał w Tierieku Grozny w Rosji (14 meczów w lidze, bez gola), Vitorii Setubal w Portugalii (14 meczów w lidze, bez gola) i ostatnio […] który odbudowuje Arsenal. Kim jest Edu Gaspar? Piłkarzem nie był wybitnym, za trenerkę nawet się nie zabierał, ale stanowiska dyrektorskie są pod niego skrojone. Po owocnej współpracy z Corinthians i reprezentacją Brazylii wrócił do Europy, gdzie podjął się niezwykle trudnej misji odbudowy Arsenalu po erze Arsene’a Wengera. Początki miał trudne, wdrożył plan pięcioletni, ale jego efektów na razie nie widać. Na razie, bo zbliżający się sezon ma być przełomowy. Mowa o Edu Gasparze, który odpowiada za świetne okienko transferowe Kanonierów. Pierwszy kontakt […] opanował przestrzeń powietrzną nad Kielcami Gdyby piłkarze Śląska Wrocław mieli jakieś problemy z prawem, raczej nie mogliby posłużyć się poniedziałkowym wieczorem jako alibi. Choć ich „poczynania” obserwowało ponad dziesięć tysięcy kieleckich widzów, to ciężko było zauważyć, że ekipa z Dolnego Śląska dojechała na ten mecz. Korona zagrała swoje, trochę porąbała, trochę podostrzyła, ale i trochę postrzelała, wygrywając tym samym swój pierwszy mecz po powrocie do Ekstraklasy. Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie zdobycze […] z nowym trenerem. Przed nim wielkie wyzwanie Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle oficjalnie przedstawiła dziś nowego trenera. Został nim Tuomas Sammelvuo, 46-letni Fin, który ma za sobą pracę z reprezentacjami swojego kraju i Rosji oraz w klubach z tego państwa. Jako siatkarz występował z kolei przez rok w kędzierzyńskim zespole. Teraz czeka go trudne zadanie – po świetnych sezonach Nikoli Grbicia i Gheorghe Cretu będzie starał się utrzymać mistrza Polski na szczycie nie tylko krajowych, ale i europejskich rozgrywek. I to bez Kamila Semeniuka. Gheorghe […] który odbudowuje Arsenal. Kim jest Edu Gaspar? Piłkarzem nie był wybitnym, za trenerkę nawet się nie zabierał, ale stanowiska dyrektorskie są pod niego skrojone. Po owocnej współpracy z Corinthians i reprezentacją Brazylii wrócił do Europy, gdzie podjął się niezwykle trudnej misji odbudowy Arsenalu po erze Arsene’a Wengera. Początki miał trudne, wdrożył plan pięcioletni, ale jego efektów na razie nie widać. Na razie, bo zbliżający się sezon ma być przełomowy. Mowa o Edu Gasparze, który odpowiada za świetne okienko transferowe Kanonierów. Pierwszy kontakt […] kryzys czy większy problem? Dobek i spółka zaliczyli falstart Adam Kszczot i Marcin Lewandowski przez lata walczyli o medale każdej wielkiej imprezy. W okolicach 2020 roku na horyzoncie pojawili się też ich następcy. Krzysztof Różnicki, Mateusz Borkowski, Patryk Dobek i nie tylko. Mimo tego obecny sezon na średnich dystansach jest dla Polaków rozczarowujący. Czy ME w Monachium to zmienią? „Suche wyniki” nie wyglądają najlepiej. Jedynym Biało-Czerwonym specjalizującym się w biegu na 800 lub 1500 metrów, który awansował do finału podczas mistrzostw […] Suarez i Nacional. Kulisy wielkiego powrotu do Urugwaju Przez ostatnie lata przywykliśmy do oglądania poczynań Luisa Suareza na europejskich boiskach, ale każda era ma swój kres. Kariery jeszcze nie kończy, choć i ten moment zbliża się wielkimi krokami, jednak najpierw wraca do ojczyzny. Będzie grał w klubie, który oddycha futbolem. Urugwajczyk nie przychodzi do Nacionalu, on do niego wraca – taki płynie przekaz z urugwajskiej społeczności i klubu, który robi wszystko, by w pełni wykorzystać zakontraktowanie piłkarza tej klasy. Nikogo nie powinno dziwić, że powrót […] w obronie, nowi nie odgrywają żadnej roli. Dlaczego Lech wpadł w dołek? Lech Poznań przegrał dwa pierwsze mecze sezonu Ekstraklasy, opadł z eliminacji do Ligi Mistrzów oraz przegrał mecz o Superpuchar Polski. Nawet jeśli założymy, że to ostatnie trofeum nie jest najważniejszym pucharem świata, a na Ligę Mistrzów i tak mało kto w Poznaniu liczył – sytuacja jest zła, bo Kolejorz wygrał dwa z siedmiu meczów na początku sezonu. W dodatku widoki na szybką poprawę formy są nikłe. Z czego wziął się ten dołek formy lechitów? […] W chwili, w której świat go ujrzał, film od razu stał się klasyką. I w końcu nie ma się czemu dziwić. "Forrest Gump" to niesamowicie poprawny (w każdym tego słowa znaczeniu) film amerykański, z góry skazany na niesamowite zyski. Bo w tym filmie nie ma się co nie podobać. Ciekawa i wzruszająca fabuła, świetna reżyseria, piękne zdjęcia, dobra obsada. Czego wymagać jeszcze? Nie jest to durna komedyjka dla nastolatek. Nie jest to też wysoko budżetowa "kicha", po obejrzeniu której dostaje się oczopląsu i nie wiadomo, o co chodzi. Film niesie przesłanie, które każdy średnio inteligentny człowiek potrafi zrozumieć. A mianowicie, że jeśli czegoś pragniemy, to nic nie stanie nam na przeszkodzie, by to wykonać. Bo tak naprawdę nie jest ważne, jak mądrzy jesteśmy, tylko jakie mamy serce i chęci, bo właśnie to może zmienić wszystko. Film jest pełen sekwencji, które na długo zapadną mi w pamięć, np. jak wiele o człowieku mówią jego buty, "poznasz głupiego po czynach jego", "biegnij, Forrest, biegnij!", "nie mam już na ten temat do powiedzenia" i wiele, wiele innych. Film opowiada o losach tytułowego Forresta Gumpa (w tej roli rewelacyjny Tom Hanks), prostego, niezbyt mądrego człowieka, który pragnie tylko miłości swojej najlepszej przyjaciółki Jenny oraz dotrzymania złożonych obietnic. Film to jakby wspomnienia bohatera, który przypadkowym ludziom w parku opowiada całe swoje życie. Na początku dowiadujemy się - oczywiście - o dzieciństwie bohatera. Już wtedy jego życie nie było proste, bo musiał zmierzać się z przeciwnościami losu (które najczęściej okazywały się ludźmi), miłością, później z wietnamską wojną, środowiskiem hipisów. Wszystko, co robił Forrest, robił dla ukochanej Jenny, o której pamiętał w każdej sytuacji, mimo że ona nigdy nie odwdzięczyła mu się tym samym. W całej historii najważniejsza jest oczywiście osoba głównego bohatera. Forrest nigdy nie był mądry - miał inteligencję poniżej normy. Lecz w jego stereotypowej głupocie kryła się podświadoma mądrość, może nie jako przejaw inteligencji, ale uczuć i wartości. Forrest nie miał problemów jak mądrzy i rozważni ludzie: robił to, co mu kazano i odnajdywał w tym radość, a kiedy miał ochotę robić coś innego, to robił. Nigdy nie zważał na konsekwencje, za to uparcie trzymał się wartości i sekwencji, jakie matka mu wpajała od najmłodszych lat. Forrest może nie posiadał mądrości, ale za to dobre serce. A przecież ono jest o wiele ważniejsze niż umiejętność wykonywania skomplikowanych rzeczy. Mężczyzna był jak dziecko: nazywał rzeczy po imieniu, nigdy nie owijał w bawełnę, robił to, czego w danym momencie potrzebował, uważnie słuchał. Był niesamowicie wyrozumiały i potrafił kochać. Myślę, że wielu widzów mu zazdrości tej determinacji, miłości, zdecydowania. Jego postać również mnie zafascynowała, doszłam nawet do wniosku, że wolałabym mieć jego serce niż umysł jakiegoś zarozumiałego mędrca. Znakomicie w tą rolę wczuł się Tom Hanks. Jest to (zaraz obok Johnny'ego Deepa) mój ulubiony aktor, i oczywiście w tym obrazie się na nim nie zawiodłam. Idealnie zagrał pokornego, niezbyt inteligentnego, ale za to wiedzącego czego chce mężczyznę, który nie stara się doszukać sensu w życiu, dla którego sensem jest życie. Tomowi należą się ogromne brawa (po części już spełnione, gdyż został nagrodzony Oskarem). Reszta obsady również spisała się bardzo dobrze, w szczególności Gary Sinise, który wcielił się w porucznika Dana Taylora (on natomiast za tę rolę dostał nominację do Oskara). Niesamowicie podobały mi się zdjęcia w filmie. Niektóre krajobrazy były ujęte tak pięknie, że aż zapierało dech. Obrazy były przekonujące i często nakreślały klimat danej sceny. Jest to na pewno wielki plus. Muzyka, jaką słyszymy w filmie, jest muzyką rozrywkową. Na pewno do filmu pasuje i nakreśla jego kształt, klimat. Tak więc generalnie wszystko w filmie jest na "duże tak z wykrzyknikiem". W obrazie nic mnie nie zawiodło. Tylko trochę mi smutno, że jestem taka przewidująca. Bo w końcu scenariusz miał typowo amerykańskie cechy, pewnie wszystko było wyliczone i producenci z góry wiedzieli, że film zostanie okrzyknięty kasowym. No i słusznie myśleli. Scenariusz i idea jest świetna, znakomita realizacja, reżyseria, gra aktorska. Oraz myśl, że jeśli czegoś naprawdę pragniemy, będziemy potrafili to osiągnąć, że to serce i uczucia są naprawdę ważne, bo tylko one potrafią nam dać prawdziwe szczęście? A zdanie "Biegnij, Forrest, biegnij!" ma dla mnie jakby jeszcze jedno, głębsze znaczenie. Jest jakby zwrotem do każdego widza, by się nie poddawał, zawsze szedł przed siebie, a nie oglądał na przeszłość, jest jakby podkreśleniem, jak wiele sił drzemie w każdym z nas? I może tym sposobem ludzie powinni szukać swojej drogi na Ziemi, wybierać i robić to, czego los od nich wymaga, bo przecież "życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiadomo, na co się trafi".89% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (170 głosów). Ludzi online: 576, w tym 30 zalogowanych użytkowników i 546 gości. Wszelkie demotywatory w serwisie są generowane przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności. Dzisiaj jest: Wtorek, 2 Sierpnia 2022r. Dziś imieniny: Karina, Gustaw, Stefan StartWiadomościNa sygnaleSPORTNADESŁANECOOL TUREKWIEŚCI ROLNICZEtelewizjaOgłoszeniaE - Biznes 23luty O lokalnej wiarygodności czyli „Poznasz głupiego po czynach jego” Słowa te wielokrotnie przytaczał bohater mojego ulubionego filmu „Forrest Gump” w reżyserii Roberta Zemeckisa. A nasunęły mi się zaraz po tym, jak swoje imię i nazwisko ujrzałam w konkurencyjnym publikatorze. Cóż za zaszczyt!?- pomyślałam. Sztuka nadinterpretacji Na początku więc chciałam za tenże akt podziękować, tym bardziej, że moje plany na przyszłość, pomimo niezbyt optymistycznych nastrojów wciąż wiążą się z Turkiem. Pełna wiary w miastotwórczość, być może będę zabiegała o fotel kontynuatora rozpoczynanego właśnie przez burmistrza od zmian dzieła. Bo i któż mi zabroni? Zatem już dzisiaj wielkie dzięki za ową promocję! I w zasadzie tekst ten mogłabym zakończyć, bo zniżać się do poziomu anonimowego autora nie warto. Nie da się jednak ukryć, że w tekście o ogólnie słabej mocy zostałam bohaterką drugiego planu i to skłoniło mnie do refleksji. Przyczynkiem do tego była poniekąd śmierć Umberto Eco, autora wykładów o sztuce interpretacji i nadinterpretacji tekstów. Nie będę się jednak siliła na przytaczanie choćby fragmentów dzieła mistrza, gdzie Eco wyjaśnia kim jest autor, kim bohater literacki, a kim czytelnik. Jakie są ich wzajemne relacje i powiązania oraz z czego wynikają. Eco jednak ani razu w swoim dziele nie wspomina o tekstach dziennikarskich. No bo po co? I nie mówimy tu o felietonach czy wywiadach, które mogą lub winny nawet zawierać elementy stronniczości autora, jego poglądy i przekonania. Ale o tekstach stricte informacyjnych, przekazujących wiadomość, gdzie opinie wyrażają np. cytowane osoby, a nie ich autorzy. "Odegrałem się za żonę" Dlaczego więc w tekście o staroście Seńko i dyrektorze Gibaszku zostałam trzecią bohaterką? Nieoficjalnie wiem, że autor tekstu zapytany o to przez jednego z uczniów szkoły ponadgimnazjalnej miał odpowiedzieć „Odegrałem się za żonę”. A no ba! I tutaj rozpoczyna się zabawa. Oto ja, niedobra redaktor, śmiem tak nieładnie pisać, na dodatek wnikliwie, o polityce personalnej miastotwórczego burmistrza (lub póki co zamiarach), a tymczasem starosta to dopiero cyrki wyprawia i ja ich na dodatek nie oceniam! A no nie oceniam. Bo, po pierwsze starostwo powiatowe nie jest w obrębie moich głębszych zainteresowań jako twór sam w sobie. Jest przechowalnią funkcji i stanowisk wynikających z zależności administracyjnych państwa, z którymi lokalnie nie mam zamiaru dyskutować. I podobnie, jak nie komentowałam zejścia dwóch prawniczek z piętra drugiego urzędu przy Kaliskiej na pierwsze, tak nie będę polemizowała z obsadzaniem „fachowca od bezpieczeństwa” na dyrektorskim stanowisku, choćby nie wiem kim był i jak się nazywał. Papiery ma, doświadczenie ma. Na dodatek na temat. Tak jak przywołane panie. Czy się nada - trudno dziś powiedzieć. Za te, czy inne decyzje to starosta poniesie konsekwencje i należy mniemać, że się z nimi liczy. I tyle na ten temat. Niestety decyzyjnych stanowczości nie można zarzucić burmistrzowi, którego przywołany na początku anonimowy autor tak zaciekle broni. Rakiem wycofał się choćby z konkursu na dyrektora biblioteki, zrzucając odpowiedzialność „po prostu” na zastępcę, a „obiecanki cacanki” zamienił na funkcję kierownika. I niech się kierowniczka cieszy. Ot, wnikliwość, o której cały Turek huczał. I tak, jak uważam, że za udział tylko w jednym projekcie unijnym nie można piastować dyrektorskiej posady w instytucji publicznej, tak nie wystarczy chodzić z kijkami po lesie, aby być kierownikiem w ośrodku sportu. I zdania nie zmienię. Ale to jest moje zdanie. A burmistrz powinien mieć swoje. Urodzone w jego głowie, A nie głowie na ul. Kolskiej Szosie czy nie wiadomo gdzie. Ilość kontra jakość Trudno się jednak dziwić. Grono „klakierów” z interesami dość pokaźne, ale często bez szczerości i przekonania. Wiceprezesem swojego ugrupowania mianował przewodniczącego osiedlowego, który raz jest przewodniczącym, raz tylko fotografem, raz również i próbującym pisarskich kunsztów niby felietonistą, a raz marketingowcem partii wszelakiej maści. Zaczynał przecież jako piewca TS, w międzyczasie promując usilnie SLD, potem był czas RiP i PO, LPS i Kukiza nawet (choć tu balonów nie nosił), aby skończyć jako wice w Ziemi, jednocześnie lansując działania partii Razem. Bez cech dżentelmena i cywilnej odwagi do podpisania się pod tekstem. Dużo i słabo. W poszukiwaniu zagubionej tożsamości czy może ciepłej posadki? I na koniec już słowa do autora tekstu, w którym występuję. Pudło, Szanowny Panie! Nie doczytałeś i zastosowałeś umbertowską nadinterpretację tekstu informacyjnego. ZMW, w której działalności nigdy nie kryłam i się nie wstydzę (tabliczka informacyjna wszak wciąż wisi na urzędzie!) to nie to samo, co PSL, pomimo, że blisko. Jakoś mimo wielu działań (społecznych i zawodowych) w tej organizacji i nie powiem - sukcesów, stanowiska z ramienia PSL, czy też w PSL nie piastuję. Ponadto, z tego, co mi wiadomo, staroście ZMW jakoś po drodze nie jest, a i nigdy nie było. Tak więc, zanim zacznie mierzyć Pan ludzi swoją miarą i usiądzie do komputera, aby się słownie „odegrać”, zachęcam do wyluzowania i rzetelnego zbadania sprawy. Nie wszyscy mają tak, jak Pan. I może Pan musi bronić interesów, co rusz to nowych partii, czy ugrupowań, czy też ich liderów, którzy naobiecywali. Ja na szczęście, wbrew różnym pomówieniom i plotkom (w mediach pracuję kilkanaście lat) nigdy nie musiałam i nadal nie muszę. A jak się oflaguję jakimś kolorem partyjnym to powiem o tym wprost i oficjalnie, jednocześnie żegnając się z mediami. Tak to widzę. A Pana zachęcam do uczciwych i szczerych działań na rzecz miasta, bo tylko takie przynoszą wiarygodne i dobre efekty. W myśl przytaczanych wyżej słów Forresta. Bo nic innego, jak czyny decydują o tym, czy ktoś będzie mówił o nas, że jesteśmy głupcami, czy nimi po prostu będziemy. Wszystkiego dobrego życzę! I milknę na jakiś czas. Marta Jachimowska foro:

poznasz głupiego po czynach jego